Skip to content

OTWARTOŚĆ

Otwartość to jedno z moich ulubionych słów, kojarzy mi się z milionem innych. Temat otwartości pojawił się w związku z akcją Mocnej Grupy Blogerów, o której możesz więcej przeczytać tu.

Słowo klucz : OTWARTOŚĆ.

Temat bardzo wdzięczny, od kiedy dostałam cynk o akcji cały czas myślę o tym co dokładnie napisać, z której strony ugryźć temat. I powiem Wam, że nie będę się ograniczać, bo dla mnie temat otwartości jest bardzo mocno zszyty w moim życiem, moimi wyborami, moją przeszłością i przyszłością. Dziś o kilku wymiarach otwartości.

Otwartość to wolność

Wolność do decydowania o sobie, swoim życiu, brak ograniczeń które sami narzucamy sami sobie w swojej głowie. Postawa otwarta pozwala nam nie zamykać się w jeden utarty schemat tylko iść dalej, szukać, pytać, dociekać, testować. Otwiera wiele możliwości, których ktoś zamknięty nie miałby szans posmakować. Otwierając się na to co przynosi życie, na nowe wyzwania sytuacje. Możesz obserwować swoje reakcję, masz szansę poznać siebie jeszcze lepiej, sprawdzić.

Otwartość to tolerancja, empatia i szacunek

Tolerancja która nie jest powiedzeniem, mam Cię w nosie, to co robisz, rób co chcesz. Ale taka która pozwala zachować swoje wartości, poglądy, ale daje możliwość spojrzenia na innego człowieka z jego punktu widzenia, nie oceniając, obserwując jego motywację, historię życia która podprowadziła do takich a nie innych wyborów.

Otwartość to dziecięca ciekawość

Ciakawość która skłania mnie zawsze do zadawania miliona pytań, dociekania:

po co? dlaczego? jak? co czuje?

A odpowiedzi zawsze skłaniają mnie do wielu wniosków i do nowych pytań.

Otwartość to elastyczność

Najcenniejszą moją cechą jest umiejętność szybkiego przekwalifikowania się, w sensie zawodowym.  Lubię mieć komfort zmiany tego co robię, jak robię i nie pracowania kilkunastu lat w jednej firmie, na tym samym stanowisku. Świadomość, tego, że nie ogranicza mnie nic, mój zawód, kierunki studiów, miejsce zamieszkania, posiadanie dzieci itd. Może to wnika z mojej niecierpliwości i poszukiwania siebie i sensu w tym co robię, nie wiem. Od 3 lat nie pracuję na etacie i mam ten komfort pracy u siebie, po swojemu. Komfort a z drugiej strony też to co się wiąże z własną działalnością w Polsce- comiesięczny haracz, duża odpowiedzialność i świadomość, że to ja decyduję ile zarobię.

Z drugiej strony mogę cały czas sprawdzać swoja odwagę i nieustannie wychodzić z mojej strefy komfortu, za która jest tak dobrze i tak bezpiecznie. Ale gdzie mogę nauczyć się tylu rzeczy jak u siebie, bo nikt nie może wymagać ode mnie więcej niż ja sama i nikt nie postawi mnie przed nowymi ciekawymi wyzwaniami niż ja sama.

Cały czas uczę się otwartości na krytykę i umiejętności przyjmowania bez emocji informację zwrotnej, oraz mojej zmory wykonywania rozmów telefonicznych, które są dla mnie masakrycznie trudne i zrobię wszystko by ich nie robić.

Otwartość to nowe możliwości

Kilka dni temu skończyłam czytać książkę „Tam gdzie spadają anioły” Doroty Terakowskiej, wróciłam do niej po ponad 11 latach. Najbardziej zapadł mi w pamięci fragment w których anioł mówi o kilku możliwych scenariuszach naszego życia, że małe „kamienie” które spotykamy an swojej drodze są w stanie odmienić bieg naszego życia. Zwrócić nas w innym kierunku. Kiedy kończyłam drugi kierunek studiów, byłam po prestiżowym stażu w Instytucie Psychologii Zdrowia miałam jasno określony cel i wiedziałam jak mniej więcej będzie wyglądało moje życie za 2,3,4,5 lat. Moja promotorka bardzo mnie wspierała i zachęcała do rozpoczęcia studiów doktoranckich na naszym wydziale, miałam nawet wypełnione papiery. Był rok 2009, dzieliłam czas na pracę, działalność w RŚŻ, siedzenie w BUWie, pisanie pracy magisterskiej i jeszcze kilka aktywności o których już zapomniałam. Był to czas mega intensywny, grafik miałam dopięty na ostatni guzik, wszystko pod kontrolą i zero czasu na relacje damsko-męskie.

Bo gdzie miałabym go znaleźć? Między półkami w BUWie? Czy na uczelni, która w tamtym okresie była mocno sfeminizowana. Ale życie potrafi zaskakiwać i co ma być i tak przyjdzie i nas dopadnie w najmniej spodziewanym momencie, np. tak jak u mnie w domu. Mój obecny mąż przyszedł w sprawach biznesowych do domu i tak się poznaliśmy. Z wrażenia zapomniałam pójść tego dnia na ślub koleżanki… I tak nasza przygoda trwa do dziś, mamy dwójkę małych dzieci i mieszkamy na Mazurach. Jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę mieszkać w Ełku, usłyszał by głośny śmiech. Ja mieszczuch, wielbiciel tego zgiełku, tłumu w którym można się zaszyć i zachować anonimowość mieszkam na Mazurach.

Moje ambitne plany poszły w odstawkę, nie żałuję, bo jestem otwarta na to co przynosi mi życie, dzięki zmianie kierunku, mam więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Piękne jeziora, lasy, tuż na wyciągnięcie ręki, nowych znajomych i MIŁOŚĆ.

Pozornie tracąc coś, otwierają się przed nami nowe drzwi, za którymi czekają nowe, fascynujące przygody.


Podejmujemy temat OTWARTOŚCI a raczej jeden z jej aspektów.  Jest nas na starcie 13-tka! Ciekawe ile osób się dołączy po wystartowaniu.

Wszystkie informacje pojawią się po kliknięciu na baner akcji.

Zapraszam

otwartosc

Zachęcam do dołączenia do inicjatywy:

Anię z 4-us-only.blogspot.com

Rafała z MarketingWielopoziomowy.pl

Kasie moją kochaną z ProwincjonalnaMatka.blogspot.com

  • Faje myśli. Mam podobne – szczególnie jestem z Tobą, w kontekście otwartości jako drogi do nowych możliwości.
    Yeah – Mazury GÓRĄ! :D

  • Kasieńko, jak tylko dojdę do siebie, na pewno odpowiem na Twoje wyzwanie :*